Era: ciepły nastrój, rodzina, wartości, proste uczucia.. sam miód. Jednak jest tego lukru trochę za dużo. I zamiast budzić te emocje, o których mówi, raczej męczy. Po drugie, miałam wręcz wrażenie, że reklama w bardzo w sumie ckliwy sposób próbuje żerować na ludzkich emocjach. Niby to estetycznie dopracowane ale jakoś…. brakuje duszy.
Geox: Perypetie miłego pana zwalają z nóg – reklama jest bezczelnie dosłowna i moim zdaniem doskonale pozwala zapamiętać główną cechę reklamowanych butów. Bez ściemy, sama bezpretensjonalność. Nic dodać, nic ująć.
Tymbark FIT to sok który jest “Stworzony dla kobiet. Działa na mężczyzn”. Autor jeden wie cóż to hasło oznacza. Oto moje trzy propozycje:
FIT jest zasadniczo stworzony dla kobiet, ale mężczyźni mogą go również pić, bo im także przyczyni się do poprawy sylwetki i bycia fit.
Kobiety po wypiciu FITa stają się dziwnie pociągające dla mężczyzn, znaczy – pojawia się u nich jakaś tajemnicza odwarzywna odmiana przyciągającego feromonu.
Pośrednio – FIT przyczynia się do uzyskania pięknej sylwetki, a ta działa na mężczyzn.
Nie wiem. Mogę jedynie stwierdzić, że hasło jest nietrafione. A to dlatego, że każde z zaproponowanych przeze mnie jego rozwinięć jest właściwie komiczne, a co najmniej banalne.
Lot o wschodzie słońca to niepowtarzalne doświadczenie kolorystyczno – przyrodnicze, które miałam okazję przeżyć dziś rano. Równocześnie zaś miałam okazję przyjrzeć się reklamie, która widniała na stoliku przede mną. Brzmiała ona mniej więcej tak: “Lecisz do Irlandii? Tyskie już tam jest!”
Opadła mi delikatnie mówiąc szczęka. Rozumiem, że targetem jest polski robotnik, niemniej skojarzenie z niechlubnej sławy niemieckim dowcipem: “Jedź do Polski, Twój samochód już tam jest”, było aż nazbyt czytelne.
Czy to jakieś nawiązanie do tego żartu? Czy nieświadomy niczego pechowy copywriter? Ktoś wie?
Nawet produkt tak wydawałoby się banalny jak chipsy Lays ma swoją wersję premium. Niewiele droższą od podstawowej, bo tylko o 20 eurocentów. I nie nabyłam jej w polskich delikatesach Piotr i Paweł czy Alma, lecz w sklepie w małym greckim miasteczku.
Jak to się mówi – mała rzecz, a cieszy. Jednocześnie zaś masowa premiumizacja (czy to oksymoron?) całego segmentu FMCG dotknie także Polski. To nieuniknione.
…ale nie zawsze można. W Grecji, nawet w wydawałoby się eleganckim hotelu, nie da się. Podobnie w supermarkecie. I, o zgrozo, nawet w barze na lotnisku. Jak to można wyjaśnić? Czy brakiem zaufania do kart? Czy brakiem przyzwyczajenia?
Jak widać, w Polsce nie jesteśmy pod tym względem tak całkiem zapóźnieni. Dało też mi to do myślenia, jak można, poprzez reklamę, promować płatności kartowe w zależności od powodów, które zniechęcają nas do tego typu płatności.
Sa takie hasla reklamowe, ktore zapadaja w pamiec na cale zycie. Sa takie produkty i marki, ktorych uzywamy rzadko, a wlasciwie tylko w celu rozwiazania naglego problemu.
Zeszlej nocy uparcie chodzilo mi po glowie haslo “Bajgon kup – owad trup” i jeszcze jedno: “Raid – zabija owady. Na smierc.”. nie ma co kryc – czasem Bajgon lub Raid jest wiecej wart niz torebka Prady
To hasla, oparte na arcyprostej strategii, ale trafiajace w samo sedno potrzeby konsumenta. Hasla idealne.
Po pierwsze, w nie pozostawiajacy zadnych watpliwosci sposob komunikuja korzysci funkcjonalne marki. Po drugie, poprzez swoj zolnierski rytm i mocne slowa sugeruja, ze rozwiazanie problemu bedzie szybkie i skuteczne. Po trzecie wreszcie (last but not least) to hasla, ktore mozna odtworzyc po latach wlasciwie bez zadnego wysilku.
Dzieki tym haslom produkty maja zapewniona sprzedaz i pozycje top of mind w swojej kategorii, zmieniajac konsumenta w nieszczesnego psa Pawlowa. Nic wiecej nie potrzeba. Genialne.
Dużo ostatnio oglądam reklam z “Zachodu” i dochodzę do wniosku, że tym co jest wyróżnia, jest zazwyczaj niesztampowa metafora kreatywna. Niezwykła, szczera i do zapamiętania. Polskie reklamy telewizyjne niestety wciąż chorują na różne ograniczenia, które nie pozwalają wyjść poza granice pewności, że reklama będzie co prawda toporna, ale za to przewidywalna i sprzedażowa wedle założonego planu. Przydałoby się trochę świeżego powietrza.
Jako że późna wiosna i miłosny nastrój się szerzy, dziś o reklamie, w której przedstawiono randkę. Reklamie cytrynowej Pepsi Twist. Reklamie, która zaczyna się słodko: para w kawiarni, w miłych okolicznościach przyrody, oboje młodzi, ładni i zakochani, piją razem Pepsi. Błogi nastrój, wywołujący skojarzenia z cechami samego napoju: jest słodki, sprawia, że czujesz się euforycznie, łączy ludzi. Kojarzy się po prostu ze stanem zakochania, co jest skojarzeniem bardzo trafnym, bo w takich napojach obecne są podobne rodzaje narkotyku dla mózgu
Nieoczekiwanie jednak….. zresztą, sami zobaczcie:
Jest…. na pewno śmieszna. Ale błogi nastrój, jaki był podstawą insightu, zostaje w niej zniszczony. Na poziomie podświadomych emocji. A we wszelkich dyskusjach o reklamie potwarzam i zawsze będę powtarzać: reklama, która nie oddziałuje na nas na poziomie fizjologicznym, jest mniej skuteczna. A czasem wręcz ma skutek odwrotny do zamierzonego.
Może nas rozśmieszyć, spodobać etc. ale nie tworzy klimatu. To jak z miłością – najważniejsze jest to, co podświadome. Chemia.
I jeszcze mały smaczek. Wersja pakistańska reklamy, którą można obejrzeć TUTAJ. Nie sądziłam, że nawet w tej muzułmańskiej kulturze reklama zostanie przedstawiona bez żadnych właściwie zmian Ot, globalizacja.