Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że Gdyńskie Dni Designu wspominam jako fantastyczne wydarzenie. Mimo iż zabawiłam na nich właściwie tylko jeden dzień i zupełnie w ciemno, bez planu. Jedynym minusem jednodniowej wizyty jest konieczność mocnego chodzenia po mieście, gdyż wystawy poukrywane są w różnych miejscach. Na szczęście, Gdynię dość dobrze znam i wszystko udało mi się znaleźć, choć ostatnią wystawę nie bez pomocy taksówkarza.


Koniecznością jest odwiedzenie trzech miejsc.
Po pierwsze, trzeba zobaczyć centralną wystawę, odbywającą się w reprezentacyjnym, położonym przy plaży i blisko centrum Muzeum Miasta Gdyni wystawę “Ikony Designu” w ramach cyklu Design Demokratyczny. To przedmioty, które widywało się wcześniej w internecie, w branżowych magazynach i w niekiedy w sklepach. Zebrane razem, tworzą mocno działającą na wyobraźnię inspirację w formie instant. Bardzo przydatne, jeśli planuje się urządzać właśne mieszkanie lub dom.

Kolejna atrakcja to sprzedaż artystycznych gadżetów w kontenerach ustawionych na pobliskim skwerze. Przywiozłam sobie tylko ażurową, czerwona podkladkę pod mysz, ale zebrałam przyszłościowe kontakty

Wreszcie – na deser – wystawa Design Jutra w halach Dworca Morskiego. Dotrzeć jest tam trudno. Gdy już dotrzemy na miejsce, znajdziemy sie na portowym nabrzeżu, w idealnie industrialnym, magicznym otoczeniu. Wystawa znajduje się w hali fabrycznej, a jej tematem są wszelkie nietypowe pomysły na walkę z niedomiarem wolnego czasu we współczesnym i przyszłym świecie. Wystawa jest raczej intelektualna niż wizualna, daje do myślenia. Dodatkowo, wszystkiego można dotknąć, wypróbować, porysować, pohuśtać się na huśtawce. Mocne.
Ogólne wrażenie? Można naładować artystyczne akumulatory. Można się zainspirować. Można odsapnąć od wszechogarniającej tandety i taniości. Klimat Gdyni, portowego, kameralnego miasta idealnie współgra z atmosferą soczystego, nowoczesnego designu jaki zaprezentowano na wystawach. Polecam, został jeszcze jeden ostatni weekend. Albo za rok. Ja na pewno jadę.